Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

Myślał o swojej matce, o dzieciństwie, o czasach przed pożarem, śmiercią i utratą wszystkiego. Kiedy Tommy skończył, łzy spływały mu po twarzy. Szybko je otarł, zawstydzony.

—Przepraszam, czasami mnie to uderza, wiesz.

„Wiem” – powiedział cicho Paul. „Napisałem tę piosenkę po śmierci mojej matki. Przyszła do mnie we śnie i powiedziała, żebym się z tym pogodził, że wszystko będzie dobrze. Więc rozumiem więcej, niż ci się wydaje”.

Tommy spojrzał na niego, naprawdę spojrzał, i tym razem rozpoznał go całkowicie. Otworzył usta ze zdumienia. Oczy rozszerzyły mu się.

—O mój Boże, to ty. Jesteś Paul McCartney.

Paweł się uśmiechnął.

—Tak, to ja.

—Właśnie zagrałem „Let It Be” Paulowi McCartneyowi. Właśnie zagrałem ci twoją piosenkę. O mój Boże, tak mi przykro. Zmasakrowałem to. Musiałem brzmieć jak kompletny idiota.

„Nie” – powiedział stanowczo Paul. „Nie zrobiłeś tego. Zaśpiewałeś to lepiej niż słyszałem od lat, bo to czułeś. Każde słowo. Nie udawałeś. Przetrwałeś. I o tym właśnie ta piosenka zawsze miała opowiadać – o przetrwaniu”.