Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

—Miejsce do spania. Prawdziwe łóżko, a nie drzwi czy schron, gdzie ktoś mógłby ukraść mi gitarę, gdy śpię. Tylko jedna noc w prawdziwym łóżku. Tylko tyle mi potrzeba, żeby przypomnieć sobie, jak to jest być człowiekiem.

Paweł skinął głową.

—Dobrze, zacznijmy od tego.

Wyjął telefon, wykonał połączenie i przez kilka minut mówił cicho, podczas gdy Tommy patrzył na niego zdezorientowany, przestraszony i pełen nadziei jednocześnie. Kiedy Paul się rozłączył, powiedział:

„Dwie przecznice stąd jest hotel, Strand Palace. Zarezerwowałem ci pokój na miesiąc, opłacony z góry. Jedź tam natychmiast. Podaj im swoje imię. Dadzą ci klucz. W pokoju jest łóżko, prysznic, telewizor, wszystko, czego potrzebujesz”.

Ręce Tommy'ego zaczęły się tak bardzo trząść, że prawie upuścił gitarę.

—Miesiąc? Zarezerwowałeś mi hotel na miesiąc?

„To dopiero początek. Jutro rano zadzwoni do ciebie Sarah. Pracuje w organizacji charytatywnej pomagającej weteranom. Pomoże ci zorganizować świadczenia, opiekę medyczną, szkolenia zawodowe – cokolwiek będziesz potrzebować. Już z nią rozmawiałem. Czeka na twój telefon”.

—Dlaczego to robisz?