Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

Paweł spojrzał na niego.

—Bo służyłeś swojemu krajowi. Bo przeżyłeś, gdy dwudziestu twoich towarzyszy nie przeżyło. Bo żyłeś na ulicy przez osiem lat i nikt ci nie pomógł. Bo śpiewasz moją piosenkę, jakbyś rozumiał, co ona znaczy. Bo mogę pomóc, a ty potrzebujesz pomocy. Dlatego.

Tommy zaczął płakać. Naprawdę płakać. Nie tymi cichymi łzami co wcześniej. Szlochami, które wstrząsały całym jego ciałem.

—Nie zasługuję na to.

—Tak, zasługujesz na to. Każdy człowiek zasługuje na szansę. Każdy człowiek zasługuje na godność. Jesteś człowiekiem, Tommy. Jesteś weteranem. Jesteś ocalałym. Zasługujesz na o wiele więcej, niż ci dano.

Paul sięgnął po gitarę Tommy'ego, zniszczoną i połamaną gitarę, w której brakowało jednej struny.

—Czy mogę to zobaczyć?

Tommy podał mu ją zdezorientowany. Paul obejrzał ją, obrócił i przesunął palcami po szyjce.

—To dobra gitara. A raczej była. Wymaga dopracowania. Nowe struny, odpowiednie strojenie, ale konstrukcja jest dobra.

„To mnie utrzymało przy życiu”, powiedział Tommy.

Paweł wstał.

-Proszę ze mną.

-Dokąd?