Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

—Jest sklep muzyczny za rogiem. Na Denmark Street. Znasz go?

—Tak. Chodziłem tam lata temu, zanim to wszystko się wydarzyło.

—Chodźmy tam. Dostaniesz nową gitarę, porządną, i lekcje, jeśli będziesz chciał, i wszystko inne, czego możesz potrzebować.

—Panie McCartney, już za dużo pan zrobił.

Paweł spojrzał na niego.

„Tommy, zarobiłem więcej pieniędzy, niż wiem, co z nimi zrobić. Miałem wszystkie możliwe możliwości. Zostałem pobłogosławiony ponad miarę, a ty zostałeś zapomniany. To nie w porządku. To niesprawiedliwe. Więc pozwól mi to zrobić. Nie dlatego, że potrzebujesz pomocy, ale dlatego, że na nią zasługujesz. Bo jesteś weteranem, muzykiem i człowiekiem, który wpadł w kłopoty. I dlatego, że mogę pomóc, więc proszę, pozwól mi pomóc”.

Tommy wstał. Nogi mu drżały. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć, ale pozostał na nogach i skinął głową.

— Dobrze. Tak. Dobrze.

Szli razem w kierunku Denmark Street. Paul trzymał czapkę na głowie, ale niektórzy i tak go rozpoznali. Przyglądali się, robili zdjęcia, ale nikt nie podszedł. Może dlatego, że Paul szedł z bezdomnym. Może dlatego, że sposób, w jaki Paul szedł, z determinacją i zdecydowaniem, dawał jasno do zrozumienia, że ​​nie zatrzyma się dla nikogo.

W sklepie muzycznym Paul kupił Tommy'emu gitarę akustyczną Martina, dobrą, za 1500 funtów. Następnie kupił futerał, zapasowe struny, tuner i podręcznik do nauki gry. Kiedy właściciel sklepu zorientował się, kto to wszystko kupuje, próbował dać Paulowi zniżkę. Paul odmówił, zapłacił pełną cenę, a następnie dał personelowi 200 funtów napiwku.

Wrócili do Covent Garden. Tommy niósł swoją nową gitarę, jakby była ze szkła, jakby bał się, że się stłucze albo zniknie. Paul odprowadził go do hotelu i czekał, aż Tommy się zamelduje. Personel hotelu spojrzał na Tommy'ego i zawahał się, aż zobaczył Paula stojącego obok. Wtedy uśmiechnęli się i bez słowa podali mu klucz.