Paul McCartney znalazł bezdomnego weterana grającego piosenkę Beatlesó

Paul stał tam, niepewny, co powiedzieć. Co powiedzieć człowiekowi, który poświęcił lata życia, służąc ojczyźnie, a skończył zapomniany? Co powiedzieć komuś, kto stracił wszystko i teraz siedzi na zimnych schodach, grając na zepsutej gitarze za drobne od obcych, którzy ledwo na niego spojrzeli? Tommy spojrzał na Paula, po raz pierwszy naprawdę na niego spojrzał. W jego oczach pojawił się błysk rozpoznania. Lekko przechylił głowę, mrużąc oczy.

—Wyglądasz znajomo. Czy ja cię znam?

Paul spiął się, czekając. To był moment, w którym rozpoznanie stało się naruszeniem. Kiedy prywatność się skończyła, a Paul McCartney, celebryta, legenda, zastąpił Paula jako człowieka.

„Nie sądzę” – powiedział ostrożnie Paul.

Tommy patrzył dalej. Potem pokręcił głową.

—Nie, chyba się mylę. Masz po prostu jedną z tych twarzy.

Spojrzał ponownie na gitarę, poprawił strój na jednym z kołków, choć gitara była tak rozstrojona, że ​​nie miało to znaczenia. Paul podjął decyzję.

—Tommy, chcę, żebyś coś dla mnie zrobił. Możesz zagrać „Let It Be” jeszcze raz? Tylko dla mnie. Dla nikogo innego. Tylko ty i ja.

Tommy wydawał się zdezorientowany.