Oczy Any były wilgotne, ale w jej spojrzeniu było coś, czego Marius nie widział od dawna: nadzieja.
„Mariusie… decyzja należy do ciebie” – powiedziała mu łagodnym głosem.
Chłopiec wziął głęboki oddech.
„Chciałbym cię poznać” – powiedział powoli. „Ale… nie chcę cię znowu stracić”.
Daniel uśmiechnął się po raz pierwszy.
„Nie stracę cię. Przysięgam”.
Potem spojrzał na kopertę.
„Te pieniądze… Chcę, żeby były twoje. Na nowy początek. Na twój dom, na szkołę Mariusa. Na życie, na które tak długo zasługiwałaś”.
Ana otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale Daniel uniósł rękę.
„To nie litość. To sprawiedliwość”.