
Przypomniałam sobie, jak mój ojciec przybył na miejsce tragedii przed karetką. Jak pierwszy podszedł do Marka. Jak trzymał jego rękę, rzekomo sprawdzając puls, podczas gdy ja w histerii dzwoniłam na pogotowie.
Nie krzyczałam, gdy znalazłam truciznę. Krzyczałam, ponieważ zrozumiałam: Marek schował to w doniczce, wiedząc, że po niego przyjdą. On zaminował swoją własną śmierć dowodami.