Moje dzieci podeszły bliżej. Nie z nienawiścią. Nie z wyrzutami.
— Mieliśmy matkę — powiedział Dariusz. To wystarczyło.
Ion zrozumiał wtedy, co stracił.
O nic nas nie prosił. O żadne przebaczenie. Nie było dla nas miejsca w naszym życiu. Odszedł powoli, mniejszy niż się pojawił.
A ja zostałem tam, z moją piątką dzieci, wiedząc, że prawda, choćby bolesna, leczy.
I że prawdziwa miłość nigdy nie odchodzi.