— Nic nie zrobiłam…
— Tak — powiedziała kobieta, jej głos stał się cichszy. — Przypomniałaś mu, kim był.
Chłopak podszedł bliżej.
— Tata mawiał, że prości ludzie są najsilniejsi.
W tym momencie zadzwonił telefon kobiety.
Odebrała drżącą ręką.
Nasłuchiwała przez kilka sekund, a potem zakryła usta dłonią.
— Znaleźli go.
Maria poczuła, jak miękną jej kolana.
— Czy nic mu nie jest? — zapytał przestraszony chłopiec.
Kobieta zaczęła płakać.
— Tak. Jest w szpitalu w Braszowie. Miał drobny wypadek samochodowy. Jest poza niebezpieczeństwem.
Chłopak wybuchnął płaczem z ulgi.
Maria poczuła, jak ciężar spada jej z serca.
Kobieta przycisnęła kopertę do piersi, po czym spojrzała na Marię inaczej niż na początku.
Nie z podejrzliwością.
Z wdzięcznością.