PŁACZĄCA NIEDŹWIEDŹ PRZYNOSI MĘŻCZYŹNIE SWOJE MARTWE SZCZĘŚĆ

…Zrozumiałem, że jeśli pomyślę o tym jeszcze chwilę, będzie za późno.

Wszedłem do domu i natychmiast wyszedłem z grubym kocem, czystym ręcznikiem i apteczką, którą miałem więcej niż zwykle. Niedźwiedzica się nie poruszyła. Tylko jej oczy śledziły każdy jej gest, nie mrugając.

Owinąłem szczenię starannie. Jego oddech był tak słaby, że bałem się, że zepsuję go samym dotykiem. Oczyściłem mu ucho, delikatnie ucisnąłem małą ranę na szyi i poczułem ucisk w żołądku. Nie byłem weterynarzem. Byłem po prostu człowiekiem, który uciekł od świata.

— Chodź, maluszku… zaczekaj — wyszeptałem, jakby mnie słyszał.