— Po co ci aż tyle pieniędzy? Natychmiast oddaj połowę — bezczelnie za
Anna milczała. Patrzyła, jak teściowa przemierza pokój, jak drżą jej dłonie, jak co chwilę poprawia brzeg kardiganu — wyraźny znak gniewu zmieszanego z zazdrością.
— Mamo, — wtrącił w końcu Markus, — bez krzyku.
— Bez krzyku? — Henrietta Marie zatrzymała się gwałtownie. — Słyszysz siebie? Twoja żona siedzi na worku pieniędzy, a ty mówisz mi „bez krzyku”?
Anna podniosła wzrok.
— Ja na niczym nie „siedzę”, — powiedziała cicho, ale wyraźnie. — To pieniądze mojego ojca. Odkładał je całe życie.