— Po co ci aż tyle pieniędzy? Natychmiast oddaj połowę — bezczelnie za

— I teraz postanowiłaś żyć lepiej niż wszyscy? — rzuciła złośliwie teściowa. — Samochody, mieszkania, studia! A ja? Mam tylko patrzeć?

— Nikt nie zabrania pani żyć tak jak wcześniej, — Anna poczuła, jak coś w niej pęka i jednocześnie twardnieje. — Nikomu nic nie jesteśmy winni.

Markus drgnął. Nie spodziewał się takich słów.

— Anna…

— Nie, Markus, — odwróciła się do męża. — Teraz ja powiem.

Wstała. Nogi lekko jej drżały, ale plecy miała wyprostowane.

— Siedem lat, — ciągnęła, patrząc prosto na Henriettę Marie. — Siedem lat słuchałam, jak mam żyć, jak wydawać pieniądze, jak wychowywać dzieci, jak być „dobrą żoną”. Milczałam. Ale to dziedzictwo nie jest powodem, by znowu mnie poniżać.

— Ach tak? — wybuchła teściowa. — Czyli jestem dla ciebie wrogiem?