Drzwi trzasnęły.
Anna opadła na krzesło. W piersi było pusto i jednocześnie lekko, jak po długim, wstrzymanym oddechu.
Drzwi trzasnęły.
Anna opadła na krzesło. W piersi było pusto i jednocześnie lekko, jak po długim, wstrzymanym oddechu.
— Jak się czujesz? — Markus usiadł obok, ujął jej dłoń.
— Boję się, — przyznała szczerze. — Ale to słuszne.
Tydzień później Anna dopełniła wszystkich formalności. Część pieniędzy ulokowała na długoterminowej lokacie na nazwiska dzieci. Kawalerkę postanowiła wynająć — ostrożnie i legalnie. Samochód jednak kupili, nie nowy, ale solidny.
Henrietta Marie nie dzwoniła. Nie przychodziła. Cisza była chłodna, lecz Anna uczyła się z nią żyć.
Pewnego wieczoru Klara podeszła z zeszytem.