Po kłótni mąż wysadził mnie na przystanku autobusowym za miastem, bez portfela

— Pani Stanescu, wszędzie pani szukałam! Proszę jechać!

Staruszka uśmiechnęła się lekko.

— Pozwól, że przedstawię pani moją siostrzenicę, Nicoletę. Pojedzie z nami.

Kierowca nie zadawał żadnych pytań. Otworzył tylne drzwi, a staruszka wzięła Nicoletę pod ramię i razem wsiadły.

W środku pachniało nową skórą i drogimi perfumami. Nicoleta nie powiedziała ani słowa. Czuła, jak jej serce wali jak oszalałe, nie wiedząc, w co się pakuje.

— Gdzie mieszka pani mąż? — zapytała spokojnie staruszka, jakby pytała, która godzina.

— W centrum… na Independence Street, blok G.

— Dobrze. Jedziemy tam.

Kierowca bez wahania odpalił silnik. Po drodze staruszka wyjęła duży, stary telefon ze złotymi kluczykami i zrobiła tajemniczy znak.

— Zatrzymamy się w kwiaciarni — powiedziała. — Musimy zrobić wrażenie.