Dziesięć minut później Nicoleta wysiadła z samochodu z ogromnym bukietem białych róż w ramionach, a staruszka opierała się o nią. Sąsiedzi z ulicy zaczęli się jej przyglądać z zaciekawieniem.
Czarny samochód zatrzymał się tuż przed budynkiem, w którym mieszkał jej były mąż. Przypadkiem stał tuż przy oknie z papierosem w dłoni. Kiedy zobaczył, jak wysiada z drogiej limuzyny, obok której siedziała elegancka staruszka, a kierowca otwierał im drzwi, papieros o mało nie wypadł mu z ręki.
— Czas już, powiedziała staruszka z uśmiechem. Głowa do góry, kochanie.
Nicoleta weszła po schodach z pewnością siebie, jakiej nigdy wcześniej nie czuła. Jej mąż, zaskoczony, już wyszedł z mieszkania i zbiegł na dół.
— Nico, co to ma znaczyć?
Staruszka spojrzała na niego lodowato.
— Jestem Veronica Stanescu, pewnie o mnie słyszałeś. Nicoleta jest moją jedyną spadkobierczynią. Jeśli jeszcze raz ją obrazisz, nigdy więcej nie zaznasz spokoju w tym mieście.
Zamarł. Nie wydała już ani jednego dźwięku.
Po kilku sekundach milczenia staruszka zwróciła się do Nicolety.