Po drodze Eduard zadzwonił do znajomej, Mariany, pracownicy socjalnej. Opowiedział jej wszystko pokrótce.
— Zabiorę ją prosto do domu, przynajmniej na dziś. Nie mogę pozwolić jej wyjść na ulicę — powiedział stanowczo. — Dobrze, Eduardzie… uważaj. Przyjdę jutro rano porozmawiać — odpowiedziała kobieta.
Jego mieszkanie było ciepłe, ciche, z prostymi meblami. Lucia zatrzymała się w drzwiach, niepewna.
— Możesz wejść. Jesteś bezpieczna — powiedział jej.
Dziewczynka, wciąż drżąca, usiadła na brzegu kanapy. Eduard przyniósł jej miękki kocyk i szklankę wody. Tego wieczoru niewiele rozmawiali. Lucia była wyczerpana. Szybko zasnęła z misiem w ramionach, a Eduard został przy niej przez kilka minut, obserwując, jak oddycha spokojnie po raz pierwszy od trzech dni.