Po prostu oddał portfel komuś innemu. A potem dostał wezwanie do sądu.

Okazało się, że tego dnia celowo zostawiła portfel w zatłoczonym miejscu. Po dziesiątkach przypadków kradzieży, oszustw i podłości, chciała sprawdzić, czy istnieje jeszcze zwykła ludzka uczciwość. Nie dla raportu. Dla siebie.

„Mógł pan odejść” – powiedziała. „I nikt by się nie dowiedział. Ale pan je oddał. I dał pan przykład swojej córce. To ważniejsze niż jakikolwiek nakaz sądowy”.

Sędzia wręczył Emilowi ​​certyfikat i list polecający. Kilka tygodni później znalazł nową pracę – łatwiejszą, bardziej stabilną, z normalnym grafikiem.

Klara teraz często go pyta:

— Tato, czy to prawda, że ​​za uczciwość mogę cię pozwać do sądu?

Emil się uśmiecha.

— To prawda. Ale czasami — żeby powiedzieć „dziękuję”.