Po prostu oddał portfel komuś innemu. A potem dostał wezwanie do sądu.

Następnego ranka ktoś zadzwonił do drzwi.

Listonosz wręczył mu brązową kopertę ze znaczkiem. Wezwanie do sądu. Rozprawa następnego dnia. Podpis: sędzia Olena Vasilescu.

To imię uderzyło go jak szok. To samo, co w gazetach. Ta sama kobieta na zdjęciu.

Na sali sądowej Emil siedział z zaciśniętymi kolanami. Nie wiedział, czego się spodziewać. Kiedy został wezwany, sędzia podniósł wzrok. Patrzył uważnie. Spokojnie.

„Znalazłeś mój portfel?” zapytał.

„Tak” – odpowiedział powoli. „Zwróciłem”.

Przez kilka sekund milczała. Potem powiedziała:

„Wezwałem cię nie jako oskarżonego. Ale jako człowieka, który postąpił słusznie”.