Po przyjeździe na działkę Uljana zamarła tak nagle, jakby natknęła się na niewidzialną ścianę. Serce jej opadło — w domu byli ludzie. Obcy.
Powoli podeszła do stołu… i położyła na nim cienką niebieską teczkę. Twarze obu kobiet zmieniły się natychmiast. — Tego szukacie? Martine głośno wciągnęła powietrze. Isabelle zrobiła krok do przodu.
— Skąd ją masz? Claire spojrzała jej prosto w oczy. — Znalazłam ją w sejfie w naszym mieszkaniu. I wiesz, co jest najciekawsze? Otworzyła teczkę i odwróciła pierwszy dokument. — Jest tu mój podpis.
Cisza stała się ogłuszająca. Isabelle pobladła. — To… to nieporozumienie… — Fałszerstwo — powiedziała cicho Claire. — Bardzo nieudolne. Martine gwałtownie odwróciła wzrok.
— Ja w tym nie uczestniczę… Isabelle rzuciła jej mordercze spojrzenie, ale było już za późno. Claire zamknęła teczkę. — Rozmawiałam już z notariuszem. I z adwokatem. I wiesz, co powiedzieli? Zrobiła pauzę.