Po rozwodzie kupiła opuszczoną rezydencję gangsterów – to, co w niej

Znalazła stare radio, zakurzone lustro z wytrawionymi inicjałami AL i zdjęcie mężczyzny w garniturze w prążki z papierosem zwisającym z ust, które stało za komodą. Na odwrocie ktoś napisał na czerwono „1932”, zanim wszystko się rozpadło. Tej nocy wróciła do sypialni w skrzydle wschodnim, zdeterminowana, by stawić czoła problemowi.

Nic się nie poruszyło. Nic nie stuknęło. Ale kiedy wyszła z powrotem na korytarz, zauważyła coś dziwnego. Na ścianie tuż obok garderoby widniał niewyraźny zarys. Prostokątny szew, ledwo widoczny, jak drzwi, które ktoś próbował ukryć farbą i tapetą. Helen przycisnęła do niego dłoń. Był solidny, ale poczuła lekki przeciąg.

Serce waliło jej jak młotem. Pobiegła do kuchni i wróciła z nożem, odrywając papier wzdłuż szwu. Pod spodem znalazła stare drewno i zardzewiałą dziurkę od klucza. „Gdzie jest klucz?” – mruknęła. Nie spała tej nocy. „Nie mogłam”. Coś w jej sercu podpowiadało jej, że te drzwi, cokolwiek się za nimi znajdowało, były jednym z powodów, dla których tu była.

Dwa dni później, sprzątając gabinet, znalazła go. Klucz schowany w wydrążonej książce zatytułowanej „Błękitna Dalia”, leżącej na wysokiej półce. Był stary, mosiężny i ozdobny, w kształcie róży. Nie wahała się. Wróciwszy do wschodniego skrzydła, wsunęła klucz w zamek. Opierał się, a potem kliknął. Drzwi otworzyły się z długim, bolesnym jękiem.

Za nim znajdowały się wąskie schody, strome i spiralnie schodzące w dół, w ciemność. Zawahała się na progu. Powietrze było tu chłodniejsze, gęstsze. Sięgnęła po telefon i ponownie włączyła latarkę. Krok po kroku schodziła w dół. Na dole znalazła pokój, którego nikt nie ruszał od lat 30. XX wieku. Ściany wyłożone boazerią, stary stół do pokera, puste butelki po whisky, bar, a po drugiej stronie sejf, i to wcale nie nowoczesny.