…a moje słowa uderzyły ich jak cios w brzuch. Zobaczyłam, jak zmieniają się ich miny, pewność siebie znika z ich twarzy, zastąpiona paniką, którą bezskutecznie próbowali ukryć. Nagle to drogie biuro, ze ścianami pokrytymi kolekcjonerskimi obrazami, przestało dawać im jakąkolwiek pociechę. Wyglądali na małych. Wyglądali na bezbronnych. Wyglądali na uwięzionych.
Delikatnie, bezszelestnie odsunęłam krzesło i usiadłam, zachowując tę samą spokojną ciszę. Nie chciałam zrujnować im życia. Zrujnowali samych siebie, decydując się na nieczystą grę.
— Andreea… możemy porozmawiać — wyjąkał Mihai, po raz pierwszy bez tego wyższościowego głosu, który przez lata sprawiał, że czułam się mała.