Mój prawnik, mężczyzna w wieku około 55 lat, ubrany skromnie, bez krawata, tylko odchrząknął.
— Zgodnie z klauzulą 6.A. — powiedział spokojnie — pani Andreea staje się jedynym właścicielem firmy, a wszystkie dochody i aktywa oficjalnie zarejestrowane na jej nazwisko wracają do niej w całości.
Mihai prychnął, wciąż w szoku.
— Ale firma jest warta miliony! Nie możesz… Nie… To niesprawiedliwe!
Mój prawnik pozostał niewzruszony.
— Podpisaliście oboje. Bez przymusu, przed notariuszem.
Spuściłam wzrok, dotknęłam prostego pierścionka na stole — jedynej rzeczy, którą po nim jeszcze miałam — i powiedziałam:
— Wiesz, co jest ironiczne, Mihai? Chciałam miłości. Ty chciałeś pieniędzy. I spójrz, gdzie skończyliśmy.
Nikt się nie odzywał przez kilka sekund.