Po słowach Béli Kovácsa pani Antónia Sárközi długo nie mogła się uspokoić. Nie pierwszy raz słyszała coś złego – targowisko było takim miejscem, hałaśliwym, zazdrosnym, okrutnym – ale wciąż dręczyło ją to do głębi. Może dlatego, że powiedział to przy chłopcach. István zacisnął usta, Gergő odwrócił się, jakby nie usłyszał, ale Antónia wiedziała: oboje to słyszeli . Tacy ludzie nie przepuszczają ani jednego słowa.
„ Nie martw się tym ” – powiedział cicho, poprawiając ziemniaki. „ Ludzie dużo gadają, ale życie i tak toczy się swoim torem”.
István skinął głową. I tak wypowiadał niewiele słów, jakby zawsze był starszy niż był w rzeczywistości. Gergő uśmiechał się czasami – szybko, ukradkiem, jakby bał się, że zostanie mu odebrane.
Następnego dnia chłopcy nie przyszli.