Nie wiedziałem, co to znaczy.
Ale nie miałem innego wyboru.
Następnego ranka, wyczerpany i z opuchniętymi od płaczu oczami, pojechałem do małego hotelu w pobliżu historycznego centrum San Miguel de Allende. Pachniało w nim świeżo parzoną kawą i starym drewnem. Nie wyglądał luksusowo. Idealnie.
„Ile nocy?” zapytała recepcjonistka.