„Moja oferta pozostaje aktualna. Nie musi to być małżeństwo. Może to być partnerstwo. Uczciwe. Przejrzyste. Bez kłamstw”.
Spojrzałam na Andrieja.
Na Ioanę.
Przez wszystkie te lata stawiałam rodzinę na pierwszym miejscu.
I zrozumiałam coś, co kiedyś powiedziała mi mama, przy stole w kuchni w Pitești: „Córko, skoro nadal pracujesz i zarabiasz, to przynajmniej powinno to być dla ciebie”.
Uśmiechnęłam się.
Nie do Andrieja.
Ale do siebie.
„Nie wychodzę za mąż jutro” – powiedziałam. „Ale idę do urzędu stanu cywilnego. Pozwól mi zacząć rozwód”.
Andriej oniemiał.
Victor lekko przechylił głowę.
Wyszłam z tarasu wyprostowana.