„Wszystko załatwione”.
Spojrzałem na niego, na to drogie mieszkanie, na ciepłe światło, na beztroskę, której nie czułem od dziesięcioleci.
„Sorin… dlaczego to wszystko robisz?”
Podszedł do mnie z tak szczerym uśmiechem przez zmarszczki stresu, że serce mi zamarło.
„Bo gdyby nie ty, nie zostałbym mężczyzną. Ani lekarzem, nikim. Nauczyłeś mnie być sprawiedliwym. Podniosłeś mnie na duchu. Teraz moja kolej”.
Wtedy poczułem, po raz pierwszy od wielu miesięcy, że nie jestem sam na świecie.
Następnego ranka Sorin zabrał mnie do zawalonego budynku mieszkalnego. Rozmawiał ze strażakami, inspektorami, ludźmi, którzy w przeciwnym razie nawet by do mnie nie odpowiedzieli. W ciągu kilku godzin odzyskali moje dokumenty, zdjęcia, dwa cenne ubrania i drewnianą skrzynkę ze wspomnieniami. Potem zawiózł mnie do ratusza, gdzie wszystko rozwiązało się jak nigdy dotąd w moim życiu.
Gdy schodziłam po schodach z papierami w rękach, Sorin położył mi rękę na ramieniu.
„Mario, dziś zaczyna się inne życie. I nigdy więcej nie pozwolę ci samej przechodzić przez kłopoty”.