Ana była jego wielką miłością. Kobietą, dla której tak wiele poświęcił, a którą stracił przez głupi błąd. Rozstali się w okrutny sposób, bez wyjaśnienia, bez pożegnania. Potem zniknęła.
„Dlaczego tu jesteś?” zapytała Ana zimnym głosem.
Vlad z trudem przełknął ślinę.
— Bransoletka… powiedział. Widziałem bransoletkę.
Ana spuściła wzrok. Jej ręce drżały.
— Proszę — powiedziała w końcu, odsuwając się na bok.
Mieszkanie było małe, ale czyste. Stare meble, wyblakły rumuński dywan, ikona na ścianie. Dziewczynka siedziała na krześle z rękami na kolanach. Spojrzała na Vlada bez strachu.
— Jak masz na imię? — zapytał powoli.
— Maria — odpowiedziała.
To imię uderzyło go jak cios. Tak kiedyś postanowili nazwać swoją córeczkę, jeśli ją mieli.
Vlad zwrócił się do Any.