— Nie, mamo. Było coś jeszcze. Kopia twojego ubezpieczenia na życie. A obok podpisu widniała dzisiejsza data.
Gwałtownie zahamowałam, skręcając w prawo. W jednej chwili wszystko się połączyło. Brunch, napięcie w jego oczach, niepokój Any.
— Naprawdę…
— Chyba chciał ci zrobić krzywdę, mamo. I upozorować wypadek.
Jej słowa przecięły powietrze. Poczułam, jak krew zamarza mi w żyłach. Przez lata myślałam, że żyję z poważnym, troskliwym, stabilnym mężczyzną. Ale teraz… oglądałam się za siebie i widziałam wszystkie znaki, które ignorowałam.
Wjechałyśmy na parking i stałyśmy tam w milczeniu. Spojrzałam na Anę — moją jedyną sojuszniczkę.
„Postąpiłaś słusznie, kochanie. Postąpiłaś słusznie”.
Rozpłakała się, a ja ją przytuliłam.
„Nie wracaj tam” – błagała mnie przez szloch. „Obiecaj mi”.