Powietrze na tylnym podwórzu było ciężkie i wilgotne — typowe sierpniowe popołudnie na przedmieściach Charlotte. Zapach świeżo skoszonej trawy, kwitnących magnolii i dymu z rozpalonego grilla mieszał się z nieustannym cykaniem cykad. Z zewnątrz wyglądało to jak idealny obrazek amerykańskiej sielanki: rodzinny grill. Dla Chloe było to jednak pole walki — i zawsze wchodziła na nie bez broni.
To był świat Dereka, jej szwagra, który otwarcie jej nie znosił. Chloe przyszła z mężem Markiem, niosąc dużą miskę sałatki z komosy ryżowej — zdrową, kolorową i w tej rodzinie traktowaną jak prowokacja. Mark ścisnął jej dłoń, wyczuwając nadchodzące napięcie. Chloe odpowiedziała spokojnie: miała przeczucie, że tego dnia coś się zmieni.