Dziwne, jak znajomy wydawał mi się każdy kąt.
Znalazłam pamiętnik, a w nim notatki o każdym członku rodziny – w tym o mojej matce.
Ciocia Sperantţa napisała: „Czasami ci, którzy śmieją się najgłośniej, cierpią najbardziej. Ale twoim zadaniem nie jest ich ratować. Ich zadaniem jest ich zmieniać”.
Zrozumiałam wtedy, że spadek to nie dom ani książki.
To była wolność.
Wolność życia bez bycia cieniem innych.
Mówienia „nie” bez poczucia winy.
Bycia sobą.
Pewnego wieczoru, o zachodzie słońca, dostałam SMS-a od mamy.
„Tęsknię za tobą. Możesz wrócić do domu?”
Długo wpatrywałam się w ekran.
Po raz pierwszy nie spieszyłam się z odpowiedzią.
Uśmiechnęłam się i po prostu napisałam: „Już jestem w domu”.