Kiedy wszedłem, powietrze pachniało lawendą i starymi książkami.
Na stole w jadalni leżał list.
Na kopercie, tym samym kaligraficznym pismem, widniał napis: Dla Joany, gdy nadejdzie czas zrozumienia.
Ostrożnie rozerwałem kopertę.
„Kochana, wiem, że było ci ciężko.
Wybrałam życie samotne nie dlatego, że nie kochałam ludzi, ale dlatego, że znudziło mnie bycie kochaną tylko wtedy, gdy byłam użyteczna.
Jeśli czytasz te słowa, to znaczy, że też rozumiesz”.
Łzy spływały na papier.
To było tak, jakby jakaś część mnie, pogrążona w milczeniu przez lata, przemówiła.
Wyszłam na zewnątrz, spojrzałam na jezioro za domem i po raz pierwszy poczułam głęboki spokój.
Nie był to spokój samotności, ale wyzwolenia.
W kolejnych dniach zaczęłam sprzątać dom, układać książki, rozpalać w piecu.