Podczas zbierania drewna w lesie kobieta przypadkowo natknęła się na helikopter

Na prawym siedzeniu siedział mężczyzna. Nieruchomy. Jego twarz była blada, usta sine. Ale to nie ciało zmroziło Marię, lecz otwarta torba u jego stóp.

Banknoty. Mnóstwo. Niedbale zawinięte, brudne od błota. Leje. Dziesiątki, może setki tysięcy.

Na chwilę ugięły się pod nią kolana. Nigdy wcześniej nie widziała tylu pieniędzy, nawet w telewizji. Jej pierwszym odruchem było wycofanie się, zamknięcie drzwi i ucieczka. Ale coś ją powstrzymało.

Położyła dłoń na szyi mężczyzny. Puls. Słaby, ale był. Żył.

„Boże…” wyszeptała.