Podczas zbierania drewna w lesie kobieta przypadkowo natknęła się na helikopter

Z trudem wyciągnęła go z kabiny, brudząc sobie ubranie i ręce. Mężczyzna cicho jęczał. Miał paskudną ranę na głowie i jedną na nodze. Maria nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. Zdarła koszulę, opatrzyła mu ranę, tak jak uczyła ją babcia.

Droga powrotna do kabiny była mordęgą. Podtrzymywała go, ciągnęła, podnosiła, gdy upadał. Mężczyzna kilkakrotnie otwierał oczy.

„Gdzie… jestem?”

„Ze mną. Jesteś teraz bezpieczny” – odpowiedziała po prostu.