W domku położyła go na łóżku, dała mu gorącą herbatę i czuwała nad nim całą noc. Na zewnątrz las szumiał cicho, jakby nic się nie stało.
Rano mężczyzna oprzytomniał. Nazywał się Andriej. Nie pochodził z tych okolic. Przyjechał „w interesach”. Nie wyjaśnił, w jakich sprawach, ale Maria też nie pytała.
Kilka dni później, kiedy stanął na nogi, otworzył worek z pieniędzmi.
„Teraz są twoje” – powiedział jej.
Maria długo się w niego wpatrywała.
„Nie potrzebuję ich. Pomogłam ci, bo byłeś człowiekiem, a nie dla pieniędzy”.
Andriej oniemiał.