Pojechałem do szpitala, aby odebrać moją żonę i nasze nowo narodzone
Minęły miesiące bez żadnego kontaktu, a pierwszy rok życia naszych bliźniaczek nadszedł w słodko-gorzkiej atmosferze. Życie toczyło się dalej, lecz tęsknota za Suzie nigdy nie słabła. Aż pewnego wieczoru ktoś zapukał do drzwi – i wszystko się zmieniło: stała tam ona, na naszej werandzie, ze łzami w oczach, małą torebką z prezentem w ręce i nieśmiałym uśmiechem. Opowiedziała, jak depresja poporodowa, okrucieństwo mojej matki i własne poczucie niedoskonałości skłoniły ją do odejścia, ale dzięki terapii i upływowi czasu odzyskała siłę i pewność siebie.