Valeria wzięła głęboki oddech, jakby na tym nabrzeżu nie tylko rozwiązywano kwestię ucieczki, ale i historię trwającą dwanaście lat.
„Muszę to zrobić dobrze” – powiedział. „Ze względu na protokół. Dla niego. Dla ciebie”.
Mateusz łagodnie interweniował:
—Dowódco, możemy zabrać ich do jednostki na badania. Ale… Nie sądzę, żeby Delta się zgodziła, jeśli ich rozdzielimy.
Pies, jakby zrozumiał, znów przytulił się do Dona Ernesta.
Waleria uklękła na wysokości zwierzęcia.
„Delta” – wyszeptała, po czym się zmieniła. „Shadow… jeśli tak masz na imię… zasłużyłaś na to. Nikt cię nie skrzywdzi. Dobrze?”
Pies wpatrywał się w nią. Potem powoli opuścił głowę, nie poddając się, lecz akceptując.
Don Ernesto wydał z siebie szloch, który powstrzymywał przez lata.