Wiatr smagał moje policzki niczym małe nożyki, ale tak naprawdę czułam tylko, że muszę przytulić Clarę, żeby dać jej trochę ciepła. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, dokąd w pośpiechu pchano wózek inwalidzki. Widziałam tylko duże płatki śniegu szybko pokrywające asfalt i blade światła karetek odbijające się w śniegu.
Kiedy drzwi wejściowe zatrzasnęły się za mną, cisza ulicy uderzyła mnie mocniej niż jakakolwiek obelga, jaką rzuciła mi Viviana. To była ta ciężka cisza, która mówi, że jesteś sam. Całkowicie sam.
Przytuliłam córkę mocniej.
„Mam cię” – wyszeptałam. „Tylko ciebie”.