Ale moje słowa zaginęły w zamieci.
Próbowałam wstać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Znieczulenie wciąż działało, a ból w brzuchu wciąż kłuł. Zaczęłam drżeć, i to nie tylko z zimna. Z bezsilności. Z gniewu. Z powodu zdrady, która drapała mnie po kościach.
Taksówkarz zatrzymał się na światłach i zobaczył mnie. Otworzył szybę, a potem wyskoczył bez namysłu.
— Proszę pani! Co pani tu robi? Urodziła pani? Dlaczego pani jest na zewnątrz?
W jego głosie słychać było akcent prostego człowieka z sąsiedztwa i poruszył mnie bardziej niż wszystkie słodkie słowa, które Leontin wypowiadał przez lata, kiedy mnie okłamywał.
— Wyrzucili mnie… — Udało mi się wymamrotać.
Taksówkarz spojrzał na mnie, a potem na Klarę.
— Wsiadaj do samochodu! Natychmiast!
Wziął mnie i dziecko na ręce i posadził na siedzeniu, okrywając nas grubym płaszczem. W samochodzie było ciepło, a para… Okna wydawały się najpiękniejszą rzeczą, jaką widziałam w ciągu ostatnich 24 godzin.
— Dokąd jedziemy? — zapytał mnie.