Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam dokąd pójść.
Dom, w którym dorastałam, stał pusty od lat. Przyjaciele… Właściwie nie miałam nikogo, bo Viviana zadbała o to, żebym odcięła się od wszystkiego, co wiązało się z życiem towarzyskim. Willa w Piperze… willa była zajęta przez tych, którzy mnie stamtąd wypędzili.
— Zabierz mnie… gdziekolwiek jest ciepło — powiedziałam w końcu. Do motelu, do pensjonatu… gdziekolwiek.
Mężczyzna spojrzał mi w oczy i chyba dostrzegł desperację, którą próbowałam ukryć.
— Zabieram cię do mojej siostry. Mieszka w Rahovie. To dobry człowiek. Nie zostawię cię na ulicy z noworodkiem.
Poczułam, jak gula w gardle mi pęka.
— Dziękuję…
Podróż była krótka, ale w mojej głowie wydawała się wiecznością. Każdy krawężnik, każde ośnieżone światło przypominało mi… Powiedziałam sobie, że moje życie zawaliło się w jeden dzień. Ale jednocześnie w moich ramionach był powód do walki.
Siostra taksówkarza, pulchna kobieta z włosami spiętymi w kok, zaskoczona otworzyła drzwi.