Pierwszą osobą, którą Magda zobaczyła po wejściu do autobusu, był Piotr.
Siedział z tyłu, z czapką naciągniętą głęboko na oczy, udając kogoś obcego. Serce Magdy zaczęło bić tak mocno, że na moment zabrakło jej tchu.
Przez ułamek sekundy pomyślała, by wysiąść. Uciec. Zniknąć.
Ale autobus już ruszył, a drzwi zamknęły się z głuchym, metalicznym syknięciem. Magda usiadła kilka rzędów dalej, wyprostowana jak struna, czując ciężar spojrzenia męża na karku.
Wtedy zobaczyła kolejną twarz.