Stefan.
Starszy mężczyzna siedział przy oknie, blady, z dłońmi zaciśniętymi na drewnianej lasce. Gdy ich spojrzenia się spotkały, delikatnie pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć: „Spokojnie. Jeszcze nie.”
Autobus opuścił Łódź. Znane ulice zniknęły za szybami, a w środku zapadła ciężka, nienaturalna cisza. Silnik buczał nierówno. Magda czuła, że coś jest bardzo nie tak.
Nagle Piotr wstał gwałtownie i ruszył w stronę kierowcy. Nachylił się do niego, mówiąc coś nerwowo, zbyt szybko. Kierowca pobladł.
Chwilę później autobus zahammował gwałtownie. Pasażerowie krzyknęli, ktoś upuścił torbę. Wtedy Stefan wstał i zawołał głośno:
— Zatrzymać autobus! Proszę wezwać policję!