Jadłam powoli, ostrożnie, jakbym bała się, że jeśli się pospieszę, ktoś zabierze mi talerz. Para unosiła się znad ryżu, a zapach rozgrzewał moją duszę bardziej niż ciało. Nie jadłam tyle od kilku dni. A może tygodni. Nawet nie wiedziałam.
Kiedy skończyłam, delikatnie odsunęłam talerz, czując głęboki wstyd w piersi. Wstałam, żeby wyjść, przekonana, że to już wszystko. Piękny gest. Mały cud. Ulotny łut szczęścia.
„Czekaj” – powiedział mężczyzna.