Westchnął głęboko i wstał od stołu. Nie wydawał się pośpieszny. Ani zdenerwowany. Po prostu… zdeterminowany.
— Ta restauracja jest w mojej rodzinie od 30 lat. Zaczynałam od zera. Wiem, co to znaczy być głodnym. I wiem jeszcze coś: ludzie nie potrzebują tylko jedzenia. Potrzebują szansy.
Spojrzał mi prosto w oczy.
— Jeśli chcesz, możesz przyjść jutro rano. Potrzebujemy pomocy w kuchni. Nie obiecuję bogactwa. Ale obiecuję uczciwą pracę, pensję w lejach i ciepły posiłek dziennie.
Poczułam, jak miękną mi kolana.
— Dlaczego to dla mnie robisz? — zapytałam niemal szeptem.