— Co masz na myśli mówiąc, że wyjeżdżasz?
— Dokładnie tak, jak słyszysz.
W milczeniu zebrałam swoje rzeczy. Niewiele. Tylko to, co moje. Kiedy wyszłam za drzwi, złapał mnie za ramię.
— Nie możesz tego robić!
Odwróciłam się do niego.
— Mogę. I robię.
Poszłam do znajomego. Tej nocy spałam spokojnie, nikt mnie nie budził z powodu pieniędzy, telefonów, kaprysów.
W kolejnych dniach wiadomości nadal przychodziły. Prośby. Groźby. Obietnice. Przeprosiny.
Nie odpowiedziałam.