“Powiedz mi kod PIN na karcie, moja mama jest w sklepie, chce kupić telefon”

— Co masz na myśli mówiąc, że wyjeżdżasz?

— Dokładnie tak, jak słyszysz.

W milczeniu zebrałam swoje rzeczy. Niewiele. Tylko to, co moje. Kiedy wyszłam za drzwi, złapał mnie za ramię.

— Nie możesz tego robić!

Odwróciłam się do niego.

— Mogę. I robię.

Poszłam do znajomego. Tej nocy spałam spokojnie, nikt mnie nie budził z powodu pieniędzy, telefonów, kaprysów.

W kolejnych dniach wiadomości nadal przychodziły. Prośby. Groźby. Obietnice. Przeprosiny.

Nie odpowiedziałam.