Szczeniak pasterza podszedł bliżej, cicho skomląc, i przycisnął mokry pyszczek do ręki Andrieja, jakby błagając go, by nie zostawiał dziecka.
Nie myśląc dłużej, leśniczy zdjął gruby płaszcz, owinął dziecko starannie i przycisnął je do piersi. Drugą ręką wziął szczeniaka i pobiegł do samochodu.
Opiekun żandarmerii popędził leśną drogą.
W wiejskiej klinice pielęgniarka zamarła, widząc, co niesie Andriej. Natychmiast wezwała karetkę i policję.
Dziecko zostało przewiezione do szpitala powiatowego. Lekarze jasno dali do zrozumienia: gdyby leżało na mrozie jeszcze pół godziny, nie przeżyłoby.
Śledztwo ujawniło okrutną historię.