Ioana powoli podniosła wzrok, jakby wyczuwała, że ktoś ją obserwuje.
Kiedy jej wzrok spotkał się z wzrokiem Andrieja, czas zdawał się stać w miejscu.
Siatki wyślizgnęły się jej z rąk, a jedna z nich pękła. Pomarańcza potoczyła się po asfalcie.
Żadne z nich się nie poruszyło.
— Andriej… — powiedziała ledwo słyszalnie.
W jej głosie nie było gniewu.
Ani radości.