Protokół 7: Koniec Imperium Morrisonów

— Diane, podaj jej któryś ze starych ręczników z garażu. Nie chcemy, żeby ten... zapach biedy... osiadł na egipskiej bawełnie — rzuciła Jessica, poprawiając swój diamentowy pierścionek.

Siedziałam tam, ociekając wodą, trzęsąc się na tanim, metalowym składanym krześle, które postawili dla mnie w kącie jadalni, jakbym była intruzem, a nie kobietą, która spędziła z Brendanem pięć lat. Czekali na moje łzy. Czekali, aż zacznę błagać o litość, o pieniądze na dziecko, o cokolwiek. Ale we mnie żal właśnie wyparował. Został zastąpiony przez morderczy spokój generała przed ostatecznym uderzeniem.

Wyciągnęłam telefon. Brudna woda kapała na perski dywan – ten sam, na którego zakup osobiście zatwierdziłam budżet trzy lata temu jako anonimowa właścicielka holdingu Caelum.

— Do kogo dzwonisz? — zaśmiała się Jessica. — Do opieki społecznej? Kochanie, w niedziele mają zamknięte.

— Brendan, daj jej po prostu dwadzieścia dolarów na taksówkę, żebym nie musiała na nią patrzeć — westchnęła Diane.