„Przepraszam… Poruszam się na wózku inwalidzkim” – wyjaśniła cicho.

Elena pisała poplamionymi farbą palcami:

„Już jadę. Ruch uliczny. Nie denerwuj się”.

Nie dodała, że ​​opóźnienie wynikało z obawy dziecka przed powrotem do świata. Sofia i tak by zrozumiała – i tak przewróciłaby oczami.

Kiedy Elena w końcu zobaczyła szyld Trattorii Bellini, ścisnęło ją w żołądku, jakby znów miała siedemnaście lat, tuż przed operacją. Spojrzała na swoje odbicie w przyciemnianej szybie zaparkowanego samochodu, spróbowała wygładzić luźne loki i wzięła głęboki oddech.

No to tyle. Chodźmy.

A potem - szklane drzwi, huk, spojrzenia, opóźnienie, upokarzające uczucie, że jej obecność została oznajmiona syreną alarmową.