„Przepraszam… Poruszam się na wózku inwalidzkim” – wyjaśniła cicho.

Zauważyła go od razu. Wysoki, lekko zgarbiony mężczyzna w ciemnoniebieskiej koszuli siedział przy oknie. Przed nim stała nietknięta szklanka wody, a obok niej dziecięca kolorowanka i pudełko kredek.

Stop. Kolorowanka?

Podniósł wzrok, spotkał się z jej wzrokiem – i… uśmiechnął się. Nie wymuszony, nie współczujący. Po prostu tak, jakby zobaczył osobę, na którą czekał.

Elena podjechała bliżej.

„Przepraszam… Poruszam się na wózku inwalidzkim” – powiedziała cicho, nienawidząc tego zwrotu, ale wypowiadając go automatycznie, jak hasło na własną niezręczność.

„Zauważyłem” – odpowiedział spokojnie. „A ja jestem Daniel. Bardzo się cieszę, że w końcu przyszedłeś”.

Wstał, nie próbując pomóc bez proszenia – i to było nieoczekiwane. Zamiast tego odsunął krzesło naprzeciwko siebie, robiąc miejsce.

— Dobrze się tu czujemy? Czy powinniśmy się przeprowadzić?