„Przepraszam, wybrałam zły numer”: Zdesperowana matka wysłała wiadomoś

Podróż była podróżą między dwoma światami. Od szerokich, wysadzanych drzewami alei po wąskie uliczki, pełne dziur i bezpańskich psów. Kiedy dotarł pod wskazany adres, niebo zaczynało przybierać bladofioletowy odcień. Zbliżał się świt, ale ciemność tej ulicy zdawała się powstrzymywać przed opuszczeniem jej.

Znalazł zardzewiałe metalowe drzwi i uderzył w nie kostkami palców. Trzy mocne uderzenia.

W środku María Isabel była zaskoczona. Nikt nie pukał do jej drzwi o 5 rano, chyba że były jakieś kłopoty. Windykatorzy, właściciel, albo coś gorszego. Przytuliła Santiago, który, wyczerpany płaczem, co jakiś czas drzemał.

„Kto tam?” zapytał drżącym głosem, nie zdejmując łańcucha bezpieczeństwa.

„Cześć. Mam na imię Gustavo”. Głos po drugiej stronie był głęboki, spokojny, ale stanowczy. „Dostałem twoją wiadomość wczoraj wieczorem. Chyba wybrałaś zły numer, ale… Przyniosłem coś dla dziecka”.